Mimo tego, że nie jestem z pokolenia, gdy film ,,Znachor”
debiutował i zdobywał popularność, to śmiało mogę potwierdzić, iż jest to moja
ulubiona adaptacja. Oglądałam ją tyle razy, że nie potrafię tego zliczyć, ale
przynajmniej połowę dialogów między bohaterami potrafię recytować z pamięci. Dla
mnie to film, który towarzyszył mi w latach młodości, ponieważ w moim domu
oglądało się go zawsze, gdy był emitowany w telewizji. Stosunkowo późno
dowiedziałam się, że został stworzony na podstawie książki i już od długiego
czasu planowałam ją przeczytać, ale dopiero teraz nadarzyła się okazja.
Profesor Rafał Wilczur jest wybitnym chirurgiem, o którym mówi się w całej Polsce. Mężczyzna jest również szczęśliwym mężem oraz ojcem, jednak pewnego dnia spotyka go tragedia. Jego żona odchodzi bez pożegnania, co sprawia, że Wilczur plątając się po knajpach zostaje napadnięty i traci pamięć. Przez wiele lat tuła się po różnych miejscach, łapie się każdej pracy i staje się Antonim Kosibą. Dociera do mieściny, w której uwalnia od kalectwa młodego mężczyznę oraz zaczyna skutecznie leczyć wszystkich proszących o jego pomoc. Sam jednak nie potrafi przypomnieć sobie skąd posiada tak rozległą wiedze na temat medycyny. Jego działania sprawiają, że miejscowy lekarz traci pacjentów, a z zazdrości pragnie on doprowadzić do zamknięcia Kosiby w więzieniu za nielegalne praktykowanie medycyny.
,,Znachor” jest genialną książką, która bez wątpienia zasili
moje półki z klasykami literatury. Wbrew pozorom podczas czytania spotkało mnie
wile zaskoczeń, bo film nie jest idealnym odwzorowaniem powieści. Dzięki temu
mogłam poznać oryginalną i bardziej szczegółową wizję autora, która spodobała
mi się znacznie bardziej. Przynajmniej tak było do momentu zakończenia.
Nie piszę tego z radością czy satysfakcją, ale zakończenie
książki nie jest tak emocjonujące, jak finałowe sceny filmu, które stały się
wręcz kultowe! Autor w swoim tekście oczywiście doprowadził do tego, że Kosiba
poznał o sobie prawdę, ale było to znacznie mniej efektowne. Nie twierdzę, że
jest to wadą książki, ale jednak wizja reżysera według mnie jest bardziej
atrakcyjna, jednak mimo to cieszę się, iż mogłam zapoznać się z oryginałem. Być
może wpływ na geniusz filmowej sceny z sądu miała również odpowiednia muzyka
oraz oczywiście świetna gra aktorska.
Książka ta jest napisana dość specyficznym językiem, ale to
dlatego, że jej premiera miała miejsce już lata temu. Jednak bardzo szybko się
do niego przyzwyczaiłam i on tak naprawdę tworzył jedyny w swoim rodzaju
klimat. Autor dostosował styl pisania do bohaterów i środowiska, w którym żyją.
Tak więc wykształceni posługiwali się poprawną na te czasy Polszczyzną,
natomiast chłopi i zwykli niewykształceni mieszkańcy wsi operowali ubogim
słownictwem i regionalizmami czy gwarą.
Jeśli ktoś lubi klasyki i tego typu literaturę, a nie zna jeszcze oryginalnej wersji ,,Znachora” to zachęcam przeczytania jej! Film nie stanowi idealnego odzwierciedlenia powieści, ma w sobie wiele pominiętych wątków, które bez wątpienia są ciekawe i uzupełniają wiedzę na temat głównych bohaterów. Samo zakończenie jest również wielkim zaskoczeniem i bez wątpienia każdy, kto czytał tę książkę potwierdzi moje słowa.
Bardzo się cieszę, że przeczytałam ,,Znachora” i chciałabym
zapoznać się już z drugą częścią, ponieważ taka istnieje, ona jednak już nie
doczekała się adaptacji. Nie ulega wątpliwości, że jestem zakochana w
wykreowanej przez autora rzeczywistości i jestem ciekawa dalszych losów
wszystkich bohaterów.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MG
Patrycja
Bardzo lubię polską klasykę, muszę sięgnąć po tę książkę. :)
OdpowiedzUsuńZnam tech historię z ekranizacji i należy do moich ulubionych. Koniecznie muszę wreszcie przeczytać książkę.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię, kiedy książki, który filmowe adaptacje widziałam, dodają coś od siebie.
OdpowiedzUsuń