W momencie, gdy zobaczyłam tę książkę i dostałam ją do
recenzji, doszłam do wniosku, że chcę już czwarty raz oglądnąć serial ,,Kości” –
obecnie jestem na trzecim sezonie. Pierwszy raz oglądałam go chyba w okresie,
gdy byłam jeszcze w gimnazjum i oczywiście miałam marzenie, aby zostać takim
antropologiem. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że w rzeczywistości praca ta
nie może być aż tak emocjonująca i fascynująca, jak wykreowali ją scenarzyści,
ale nadal byłam zaintrygowana. Minęło kilka lat i aktualnie w głównej mierze
zajmuję się liczbami, tabelami, wykresami i bazami danych. Co poszło nie tak?
Odpowiedź jest prosta – nienawidziłam biologii i innych pokrewnych nauk, a one
jednak są ważne w zawodzie antropologa. Czy żałuję, że nie spełniłam swojego
marzenia? Raczej nie, to chyba nie było mi pisane.
Po tym długim wstępie o moich marzeniach pora przejść do recenzji książki Moniki Głąbińskiej, czyli doświadczonego antropologa z naprawdę ogromną pasją do swojej pracy. Do tej książki na pewno przekonał mnie zawód autorki, bo kto lepiej napisze o antropologii sądowej niż właśnie specjalista w tej dziedzinie? To już kolejna pozycja w moich zbiorach umożliwiająca mi poznanie kulisy zawodu, którego nigdy nie będę wykonywać.

