piątek, 30 sierpnia 2019

[140] "Okrutny książę" - Holly Black




Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę, w której główną rolę grały elfy. Świat tych istot zazwyczaj w fantastyce traktowany jest epizodycznie, pobocznie. Między innymi dlatego tak bardzo zaintrygowała mnie powieść Holly Black – „Okrutny książę”. Cała historia osadzona jest bowiem w świecie elfów i to one odgrywają tutaj największą rolę. Wydawało mi się to czymś oryginalnym, więc nie zastanawiałam się długo i sięgnęłam po książkę. Czy był to dobry wybór?




Elfy nie potrafią kłamać, a złożona przez nich obietnica obowiązuje na wieki. Matka Jude była jednak śmiertelniczką i kiedy postanowiła upozorować śmierć swoją i Vivi oraz uciec z kochankiem do krainy swoich pobratymców, nic nie mogło ją powstrzymać. Kilka lat później jej sekret wyszedł jednak na jaw i ich dom nawiedził były mąż kobiety – Madok. Elf w kilka chwil osierocił Jude i jej siostry, a dziewczynki zabrał do Elysium. Od tamtej pory miały wychowywać się jak inne elfie dzieci, mimo że bliźniaczki były śmiertelniczkami. Przez swoje pochodzenie narażone były więc na ciągłe szykanowanie ze strony rówieśników. Szczególnie okrutny pod tym względem był Cardan – najmłodszy z potomków Najwyższego Króla. Jude nie ma jednak zamiaru ulec chłopakowi i robi wszystko, by utrzeć elfom nosa, co zazwyczaj nie kończy się dla niej dobrze. Czy okaże się wystarczająco silna i wytrwała, by osiągnąć to, o czym tak marzy?

Czytałam przeróżne opinie na temat „Okrutnego księcia” i wiele z nich było bardzo skrajnych. Jedni zakochiwali się w tej powieści, inni natomiast wyliczali jej wady i twierdzili, że po drugi tom nie sięgną. Do której grupy należę? Raczej skłaniałabym się do tej pierwszej, bowiem powieść naprawdę mnie wciągnęła i nie mogłam doczekać się, aż w moje ręce wpadnie jej kontynuacja. Pozycja ta ma jednak kilka minusów i nie da się temu zaprzeczyć. Po pierwsze język powieści, szczególnie na początku, jest dość koślawy. Miałam wrażenie, że czytam powieść debiutującego pisarza, który dopiero co rozpoczął swoją przygodę z pisaniem. Nie mam pojęcia, czy taki właśnie styl miała autorka, czy winę za to ponosi polskie tłumaczenie, ale niesamowicie mi to przeszkadzało. Dopiero później, kiedy wciągnęła mnie fabuła, przestałam zwracać na to uwagę i po jakimś czasie język powieści uległ wygładzeniu. Może nie był taki, jak bym tego chciała, ale też nie wydawał się szczególnie denerwujący. Po drugie początek książki niezbyt mi się spodobał pod względem fabularnym. Do domu przybywa elf, zabija rodziców za zdradę, ale dzieci zabiera ze sobą, bo czuje się za nie odpowiedzialny i wychowuje je jak własne? Troszeczkę to naciągane. O ile rozumiem jego stosunek do Vivi – jego córki, to naprawdę nie pojmuję tego, jak mógł zaakceptować dzieci mężczyzny, dla którego zostawiła go żona. Nie chodzi nawet o to, że to niemożliwe, bo jestem w stanie uwierzyć, że są ludzie zdolni do tego. Jednak ciężko mi na słowo wierzyć, że zaakceptował córki swojego rywala bez mrugnięcia oka. Przydałoby się tutaj jakieś uzasadnienie, chociaż wzmianka o początkowym dystansie mężczyzny – czymkolwiek. Tutaj niestety tego zabrakło, przez co ten wątek wydawał mi się mało realny. To samo też można zarzucić bliźniaczkom, które były świadkami masakry, a mimo to pokochały mordercę swoich rodziców. Tutaj co prawda pojawiła się wzmianka, że Jude uczyniła to, bo zepchnęła na tył swojej świadomości ten fakt, ale to też jest dla mnie mało wiarygodne. Gdyby jeszcze Madok był postacią życzliwą i okazywał im dużo serca, ale nie – elf jest niesamowicie okrutny i nie okazuje zbyt wielkiego uczucia praktycznie nikomu. Później również pojawiło się kilka nieścisłości fabularnych tego typu, ale akcja i ciekawa historia zaćmiła je do tego stopnia, że nie rzucały się zbytnio w oczy i można je było autorce wybaczyć.

Sam pomysł na fabułę okazał się bardzo ciekawy i oryginalny. Świat wykreowany przez autorkę jest jednocześnie bajkowy i brutalny. Takie zestawienie daje nam niesamowicie ciekawy efekt. Ponadto Elysium to kraina pełna intryg i zagadek. Tutaj prawie nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Każdy ma swoje sekrety i plany, prowadzi własne manipulacje i po prostu w mistrzowski sposób wprowadza innych bohaterów i czytelnika w błąd. Bez wątpienia fascynującym można nazwać fakt, że elfy nie mogą kłamać, a mimo to tak wiele intryg udało im się stworzyć.

Bohaterowie również są cudowni. Każdy bowiem ma swój charakter i sposób bycia. Szczególnie Jude została świetnie wykreowana. Jest to niesamowicie silna i zdeterminowana osoba, która zdaje sobie sprawę z beznadziejności swojej pozycji, a mimo to walczy o swoje. Nie ma praktycznie szans na to, by jako śmiertelniczka znaleźć sobie miejsce na dworze, ale robi wszystko, by to zmienić. Naprawdę podziwiam jej determinację i siłę ducha. Ponadto autorka o dziwo nie zrobiła z niej Mary Sue. Dziewczyna wiele razy upada i ma chwile zwątpienia, jednak jej wewnętrzna siła pcha ją zawsze do przodu. Jest niesamowicie realną postacią, co bardzo mi się spodobało. Moją ulubionym bohaterem stał się jednak Madok. Jego charakter był wprost powalający. Mężczyzna jest szorstki w obyciu, bezwzględny i niebezpieczny. I co najważniejsze - wcale nie próbuje tego ukryć. Jest wręcz z tego dumny. To twardo stąpająca po ziemi postać, która uważa, że o wszystko w życiu należy walczyć. Jest lojalny tylko sobie i swojej rodzinie, przez co jest w stanie zrobić wiele, by ją ochronić. Jednak jednocześnie ani chwili nie waha się, by ją wykorzystać do swoich celów. To wbrew pozorom złożona postać i bardzo ciekawa.

„Okrutny książę” ma bardzo ciekawą fabułę i postacie. Styl i język powieści nie zawsze są płynne i przyjemne, jednak historia całkowicie nam to rekompensuje. Z wielką ochotą sięgnę po kolejny tom, by poznać dalsze losy bohaterów. Mam jednak cichą nadzieję, że „Zły król” okaże się nieco lepszy pod względem warsztatowym niż jego poprzednik. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Jaguar.
Sara

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza