poniedziałek, 24 czerwca 2019

[118] "Cress" - Marissa Meyer





Saga Księżycowa to obecnie jedna z moich ulubionych serii science fiction. Z reguły niezbyt ciągnie mnie do tego gatunku, jednak pomysł połączenia starych i dobrze znanych baśni ze światem pełnym technologii i nowoczesności przekonał mnie do zapoznania się z książkami Marissy Meyer. Tak właśnie zostałam fanką tej pisarki. Czy mój zachwyt tą serią nadal trwa po przeczytaniu trzeciego tomu, czy też nieco przygasł?

Cress to skorupka od siedmiu lat więziona w satelicie i szpiegująca dla Księżycowych. Dziewczyna jest niesamowicie zdolną hakerką, potrafiącą wyszukać informacje o każdym Ziemianinie czy mieszkańcu Księżyca, sprawić, iż statki będą niewykrywalne dla radarów czy też podsłuchać najważniejsze rozmowy głów państw Wspólnoty. Jednak po masakrze, jaką Królowa Levana zrobiła na Ziemi, Cress postanawia działać. Ponownie kontaktuje się z Cinder oraz jej przyjaciółmi, a oni proponują jej pomoc. Niestety sprawy się komplikują i grupa uciekinierów zamiast się powiększyć, rozpada się. Czy przyjaciele zdołają się odnaleźć czy też trzeba pogodzić się ze stratą sojuszników i poszukać kolejnych?

„Cress” to trzeci tom „Sagi Księżycowej”, w której czytelnik spotyka zarówno starych jak i nowych bohaterów. Już na samym jego początku pojawia się tytułowa postać. Cress to specyficzna osoba z bardzo dobrze rozbudowanym profilem psychologicznym. Dziewczyna spędziła siedem lat w samotności w satelicie, a całą wiedzę na temat świata czerpała z netu. Nigdy nie widziała ziemskich zwierząt czy roślin, nie spotkała w swoim życiu także zbyt wielu ludzi, o Ziemianach nie wspominając. Łatwo więc można się domyślić, że nastolatka jest bardzo samotna. Niewola i odosobnienie sprawiły także, że stała się lękliwa i nie nabyła zdolności łatwego nawiązywania kontaktów międzyludzkich. Na szczęście została obdarzona niesamowitą wyobraźnią, dzięki której łatwiej jej radzić sobie w świecie, gdy udaje jej się odzyskać wolność. Obserwowanie jej, kiedy odkrywała wszystkie nowości, jest niesamowite. Dzięki niej czytelnik ma szansę spojrzeć na otaczającą go rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy. Zwierzęta, domy, miasta, drzewa – to oczywistości, do których już dawno przywykliśmy i na wiele z nich przestaliśmy zwracać uwagę. Cress jednak po raz pierwszy widzi to wszystko na żywo i jest tym oczarowana. A my mamy możliwość przypomnienia sobie, jak spektakularna może być przyroda czy rzeczy zwykłe, codzienne. Zaczynamy tak jak ona doceniać powiew wiatru, uśmiech drugiego człowieka czy smak codziennego posiłku. To niesamowite uczucie odkrywać świat na nowo oczami bohaterki. To wszystko sprawia, że Cress jawi się nam jako ktoś niezwykły. Po hakerce na usługach krwiożerczej królowej można by spodziewać się kogoś perfidnego, wyrachowanego i pewnego siebie. Natomiast zamiast kogoś takiego, otrzymujemy wycofaną, zalęknioną dziewczynę, która by poradzić sobie w trudnych sytuacjach, wyobraża sobie siebie w roli kogoś innego, staje się piosenkarką, znaną i pewną siebie aktorką czy wybitną tancerką. Wszystko po to, by zyskać odwagę i iść dalej, nigdy się nie poddając. Dzięki temu Cress okazuje się być wyrazistą i bardzo realną postacią, którą łatwo polubić.

Ponadto w książce ponownie spotykamy naszą niecodzienną drużynę. Na jej czele stoi oczywiście Cinder – dziewczyna cyborg, która jak się niedawno okazało, jest prawowitą i zaginioną dziedziczką tronu Księżyca. Obserwujemy jej postępy w opanowaniu swojego daru oraz uczeniu się sztuki walki. Jesteśmy także świadkami jej przemiany. Dziewczyna stała się bowiem pewniejsza siebie, silniejsza i twardsza. Niby uzasadniona zmiana, jednak przez większość czasu bałam się, że autorka zrobi z niej Mary Sue. Na szczęście tak się nie stało, bo pod powłoką ze stali nadal kryje się przerażona nastolatka bojąca się, że nie da rady. Dzięki temu Cinder stała się kolejną świetnie wykreowaną osobą o dobrze zbudowanej psychice.

Ponadto na kartach powieści ponownie spotykamy Kapitana Thorne’a, Scarlett oraz Wilka, a także doskonale znanego nam doktora. Pierwszy z bohaterów zostanie wystawiony ciężkiej próbie i dzięki temu, będziemy mogli dowiedzieć się o nim wielu ciekawych rzeczy. Mężczyzna nawet w beznadziejnej sytuacji potrafi się odnaleźć i nie użala się nad swoim losem, czasami nawet żartuje, czym dodaje książce humoru. W poprzedniej części nieco mnie denerwował swoją arogancją, jednak teraz bardzo go polubiłam i myślę, że tak już zostanie do końca. Wilk także dostał potężnego kopniaka od losu, a jego zdolność samokontroli została wystawiona na wielką próbę. Czy jej podoła? Scarlett niewiele poświęcono miejsca w trzecim tomie, nad czym odrobinę ubolewam, jednak z przyjemnością dowiem się w kolejnej części, jak wydarzenia z tej odbiły się na jej psychice.

Poznajemy też kilka nowych postaci. Między innymi strażnika Sybil Miry – Jacin. Mężczyzna od początku do samego końca stanowi zagadkę. Nikt nie jest pewny jego lojalności, lecz każdy wie, do kogo należy jego serce. Niewiele można powiedzieć o tej postaci, jednak mam nadzieję, że w kolejnej części znowu się pojawi. Mamy także okazję poznać księżniczkę Winter. Ludzie mówią, że jest wariatką i ona sama doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Pojawia się w książce jedynie dwa razy, ale mimo to pokochałam ją niemal od samego początku. Naprawdę nie mogę się doczekać części jej poświęconej i mam wrażenie, że autorka specjalnie wplotła jej postać do „Cress”, by wywołać w czytelniku ciekawość. Zdecydowanie osiągnęła swoje!

Dobrze wykreowani bohaterowie to największa zaleta trzeciego tomu „Sagi”. Nie można jednak pominąć fabuły, która także okazała się rewelacyjna. Na początku jednak na taką się nie zapowiadała. Obserwowaliśmy powiem poczynania poszczególnych bohaterów i nie zawsze dużo się działo. Raczej pierwsze dwie części były bardzo stonowane. Dopiero później akcja nabrała tempa i wtedy to już ruszyła z prędkością światła, wciskając czytelnika w fotel. Dosłownie. Z zapartym tchem śledziłam poczynania grupki przyjaciół i kibicowałam im z zapartym tchem. Ponadto były chwile, kiedy autentycznie bałam się o ich życie, co już dawno mi się nie zdarzyło. Autorka jednak potrafi być nieprzewidywalna i bezwzględna, łamiąc przy tym biedne serduszka czytelników. „Cress” stała się więc kolejną częścią cyklu, przy której zarwałam noc i to chyba się już nie zmieni, jeśli chodzi o „Sagę Księżycową”.

Zakończenie ponownie okazało się mocne i wzbudziło we mnie szał. Mam nadzieję, że szybko ukaże się ostatni tom serii, bo takiego kaca książkowego dawno nie miałam. Podsumowując, Meyer stanęła na wysokości zadania i po raz kolejny zdobyła moje serce, o czym chyba niezaprzeczalnie świadczy długość tej recenzji. Nie pozostaje mi nic innego, jak wypatrywać ostatniego tomu i polecić Wam zapoznanie się z całą serią jak najszybciej. Mam nadzieję, że się skusicie i tak jak ja, zakochacie się w tej historii.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc.

3 komentarze: