Klasyka nie przez wszystkich jest lubiana i doskonale rozumiem to podejście. Sama do pewnego czasu wręcz brzydziłam się tymi wszystkimi Mrożkami, Dostojewskim czy Orzeszkowymi. To oczywiście wynika z tego, że szkolne omawianie lektur nie miało w sobie nic przyjemnego, było obowiązkiem, a brak znajomości najmniejszego szczegółu nauczycielka kwitowała słowami: ,,nie przeczytałaś!”. Jeśli ktoś z Was wie, o co chodzi z rodzynkami i ich ilością w ,,Lalce”, to dajcie mi znać, bo dalej nie wiem za co kilka lat temu dostałam jedynkę z odpowiedzi.
Wydawnictwo MG wydaje wiele klasyków w przepięknej szacie graficznej, a także z twardą oprawą. Podoba mi się ich polityka i swego rodzaju poszanowanie wobec tak zacnych dzieł. O swoim uwielbieniu do rosyjskiej prozy chyba nie miałam jeszcze okazji pisać, ale to miłość dość świeża i nowa. Tym razem miałam okazje przypomnieć sobie pewne opowiadania, ale też poznać nowe. Prawda jest taka, że Dostojewskiego mogę czytać po kilka razy i zawsze w tych powieściach lub opowiadaniach udaje mi się doszukać czegoś nowego.
W środku książki pojawiają się cztery opowiadania – trzy krótkie, a jedno sporo dłuższe. Nie chcę tutaj dyskutować na temat tego, co autor mógł zrobić lepiej, bo to nie ma najmniejszego sensu. Dostojewski tego nie przeczyta, a ja nie mam w zwyczaju komentować klasyków właśnie w ten sposób. Wolę pisać o uczuciach i emocjach.