Jest niewiele autorów czy autorek, po
których książki sięgam od razu i bez zastanowienia. Gdy już się jakiś znajdzie najczęściej
jego twórczość należy do fantastyki. Ze świecą szukać takiego, który pisze
obyczajówki, romanse czy młodzieżówki, a mimo to ufam mu na tyle, że widząc
jego nazwisko na okładce, bez mrugnięcia okiem sięgam po napisaną przez niego
powieść. W tym wąskim gronie znalazła się jednak Mona Kasten, autorka
bestselerowych powieści młodzieżowych. Dziś na tapetę wzięłam jej najnowszą
powieść wydaną na polskim rynku wydawniczym w ubiegłym miesiącu, czyli „Save me”.
Marzeniem Ruby Bell od lat jest dostanie
się na prestiżowy uniwersytet. Oksford to jej priorytet, jedyna możliwa
uczelnia, coś czemu podporządkowuje całe swoje życie. Co więcej dzięki swojemu
zawzięciu i determinacji ma realną szansę tam studiować. Należy bowiem do
inteligentnych osób potrafiących ciężko pracować na swój sukces. Udowodniła to
zyskując stypendium pozwalające jej na uczęszczanie do prestiżowego, prywatnego
liceum – Maxton Hall. Wśród bogatych i wpływowych uczniów dziewczyna,
pochodząca z raczej przeciętnie zarabiającej rodziny, nawet nie próbuje się
odnaleźć. Przez całą swoją naukę tam stara się pozostać dla wszystkich
niewidoczna i robi to z powodzeniem. Niestety staje się świadkiem wydarzenia,
które ściąga na nią uwagę samego Jamesa. Chłopak jest synem właścicieli
największej na świecie firmy zajmującej się modą oraz niekwestionowanym królem
Maxton Hall. Od tej chwili całe poukładane życie Ruby legnie w gruzach.




