piątek, 21 września 2018

[76] "Runa" - Vera Buck




     Tajemnice ludzkiej psychiki zawsze wydawały się mi fascynujące. Ma ona bowiem ogromny wpływ na nasze życie i odgrywa w nim olbrzymią rolę, mimo że często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Od lat naukowcy zgłębiają wiedzę na jej temat, szczególną uwagę poświęcając przy tym jej chorobom. Niektórym dziwnym wydaje się fakt, że psychika, czyli coś na dobrą sprawę niematerialnego, może chorować. To od lat spędzało sen z powiek naukowcom i lekarzom. Był nawet moment, kiedy starali się oni udowodnić, że zarówno ona jak i jej zaburzenia zlokalizowane są w mózgu i wystarczy wyciąć jego niewielką część, by pozbyć się problemu. Jednak to nie jedyne teorie dotyczące leczenia chorób psychicznych, a eksperymenty wykonywane na ludziach, by dowieść ich słuszności przerażają. 


     Właśnie tą tematykę w swojej powieści „Runa” postanowiła poruszyć Vera Buck. Autorka osadziła akcje książki w XIX-wiecznym Paryżu, czyli w czasach, gdzie o ludzkiej psychice niewiele wiedziano i dopiero co prowadzono przeróżne eksperymenty i snuto teorie na temat leczenia psychicznie chory. Do jednego z najbardziej znanych zakładów dla obłąkanych La Salpetriere w stolicy Francji trafia niesamowite dziecko, które podważa wszystko, co do tej pory uważano za skuteczne metody leczenia. Nie działa na nie hipnoza, izolacja, przymusowe karmienie czy inne zabiegi, w dzisiejszych czasach uważane za dość drastyczne czy wręcz brutalne. Nowa pacjentka wykazuje się apatią, brakiem apetytu oraz chwilowymi napadami histerii. Dodatkowo jej oczy – jedno ze źrenicą wielkości główki od szpilki, drugie ze źrenicą tak rozszerzoną, że prawie pokrywającą tęczówkę – niejednego mogą przerazić.

     Młody student medycyny praktykujący w Salpetriere ponad wszystko pragnie zdobyć tytuł doktora, jednak nie ma tematu, na który chciałby napisać swój doktorat. Kiedy los postanawia postawić na jego drodze niesamowitą pacjentka, wysuwa dość odważny pomysł. Pragnie zoperować mózg dziewczynki i wyciąć z niego część odpowiedzialną za jej zły stan psychiczny. Jeśli mu się powiedzie – otrzyma tytuł doktora, a pod jego pracą podpisze się znany na całym świecie dr. Charcot.

     Uwielbiam powieści, gdzie mowa o psychiatrii i zakładach do umysłowo chorych. Można się z nich bardzo wiele dowiedzieć na temat tego, jak niegdyś wyglądało leczenie pacjentów oraz jak ich traktowano. To naprawdę przerażające, do czego dopuszczano się na podopiecznych, szczególnie tych, którzy nie mieli już rodziny ni przyjaciół i praktycznie stawali się własnością kliniki. Co prawda powieść Buck nie można traktować jako rozprawy naukowej czy czegoś w pełni wiarygodnego, co sama autorka podkreśla w podziękowaniach. Jak pisze pisarka, wiele z postaci czy miejsc ma swój pierwowzór w rzeczywistości, jednak to co działo się w klinice ma wiele luk, które ta postanowiła wypełnić swoimi wyobrażeniami. Tak więc w „Runie” prawda oraz fikcja literacka mieszają się ze sobą. Na podstawie innych powieści oraz uzyskanych przeze mnie informacji na temat pierwszych zakładów psychiatrycznych, jestem jednak w stanie stwierdzić, że obraz La Salpetiere wykreowany przez Buck jest bardzo realistyczny. To całkiem możliwe, że wszelakie opisane przez nią eksperymenty miały miejsce, nawet jeśli nie we wspomnianej klinice to w innej. I to mnie przeraża, bo jak można traktować drugiego człowieka jak królika doświadczalnego? Ludziom XXI-wieku trudno jest to zrozumieć, bo żyjemy w czasach, gdzie zakazuje się nawet testów na zwierzętach, a co dopiero na materiale ludzkim. Wtedy jednak to było normalne, a lekarze czasami mogli wydawać się pozbawieni sumienia. 

     Realność to jednak niejedyny plus tej książki. Powieść Very Buck podobała mi się pod względem budowy jej fabuły, która była wielowątkowa. Początkowo czytelnik poznaje różnych, niezwiązanych ze sobą bohaterów oraz staje się świadkiem sytuacji, między którymi nie ma wspólnego mianownika. Wszystko toczy się wielotorowo i dopiero później zaczyna się ze sobą splatać, aż tworzy logiczną całość. Uwielbiam taką konstrukcję akcji, bo wprowadza do powieści nutkę tajemniczości i zaciekawia czytelnika.

     Do kreacji bohaterów też nie mogę się doczepić. Poznajemy mnóstwo postaci, jednak jednocześnie nie ma ich natłoku i każda w powieści odgrywa swoją rolę. Mamy też możliwość obserwowania przemiany poglądów niektórych z nich, co niezmiernie mi się podobało. Oczywiście nic tutaj nie dzieje się bez przyczyny i wszystko zmienia się dopiero pod wpływem różnych wydarzeń czy poczynionych przez bohaterów odkryć. Ponadto każda z postaci ma swoje życie i przeszłość, kieruje się swoimi priorytetami czy też bierze za swój wzór kogoś, kogo filozofię zgłębia i się jej trzyma. Vera Buck powołała więc do życia bardzo ciekawe osobowości, które niekiedy potrafiły czytelnika zaintrygować.

     Niemniej czegoś mi w tej powieści brakowało. Miała wspaniałych bohaterów, świetnie przemyślaną i zrealizowaną fabułę, ciekawe tło historyczne, ale nie posiadała tego czegoś, co by mnie w nią wciągnęło i nie pozwoliło się od niej oderwać. Owszem czytałam ją z przyjemnością, ale mimo wszystko spodziewałam się, że bardziej mnie wciągnie w swoją treść. Pojawiły się takie momenty, gdzie naprawdę wywoływała we mnie emocje i nie mogłam oderwać się od jej lektury, ale było ich zdecydowanie za mało. Dodatkowo zakończenie zdawało mi się nijakie. Niby dobre, ale bez fajerwerków, których się spodziewałam.

     „Runa” okazała się dobrą i w miarę ciekawą książką, której przeczytania zdecydowanie nie żałuję. Może miałam co do niej zbyt wielkie oczekiwania i to dlatego nieco mnie zawiodła. Nadal jednak sądzę, że warto ją przeczytać i zostaje mi mieć nadzieje, że Was mimo wszystko ona porwie i zafascynuje bardziej niż mnie.

poniedziałek, 2 lipca 2018

[75] "To, czego nie widać" - Agata Polte




„To, czego nie widać” skusiło mnie do siebie już w chwili, kiedy natknęłam się na nie po raz pierwszy. Sama nie wiem, dlaczego zwróciło moją uwagę, ale coś mnie do niego ciągnęło, tak więc postanowiłam zaufać swojej intuicji i sięgnąć po książkę Agaty Polte. Czy był to dobry wybór?

Malwina ma rodzinę idealną. Jej rodzice, dzięki swoim zdolnością i ciężkiej pracy, odnoszą sukcesy, matka bardzo często jest w domu, a brat studiuje medycynę i zawsze jest jednym z prymusów. Jednak to wszystko to jedynie pozory. Ojciec co prawda nie ignoruje dzieci, ale ma dla nich mało czasu, matka wielbi jedno ze swych pociech, tyranizując przy tym drugie, a brat coraz częściej ucieka w świat narkotyków. Malwina przez lata krytykowana i na siłę zmieniana przez matkę na replikę ojca powoli traci siły do walki o samą siebie. Na szczęście jej los zostaje skrzyżowany z losem ludzi, którzy wiedzą, co naprawdę liczy się w życiu i jak należy postawić się innym.

czwartek, 28 czerwca 2018

[74] "Domniemanie niewinności. Prawo miłości" - Whitney G.




„Prawo miłości” to trzecia część serii „Domniemanie niewinności”, na którą bardzo niecierpliwie czekałam. Poprzedni tom zostawił nas w dość ciekawym momencie. Jego końcówka jest bowiem bardzo intrygująca i dość długo musieliśmy czekać, by w końcu poznać jej kontynuację. Czy było warto wypatrywać tej książki z utęsknieniem?

Związek Andrew i Aubrey stoi pod znakiem zapytania. Oboje skrzywdzili i oszukali się nawzajem, co nie jest proste do wybaczenia. Ich drogi rozchodzą się i każdy zaczyna żyć po swojemu. Mężczyzna stara się poukładać swoje życie i zamknąć przeszłość za solidnymi drzwiami, kobieta pragnie zacząć realizować się w czymś, co kocha i przestać oglądać się na rodziców. Czy wydarzy się w ich życiu coś, co znowu połączy ich losy? Jakiego szoku będą musieli doznać, by w końcu zrozumieć, jakie uczucie ich do siebie zbliżyło?

Poprzednie części serii były dobre, ale jak na Whitney G. dość średnie. Wszystko przez to, że autorka postanowiła zamknąć zawarte w nich historiach na zaledwie stu stronach, przez co wydawały się one nieco przygaszone, czy też „stłamszone”. Na szczęście, kiedy zobaczyłam trzecią część, odetchnęłam z ulgą. Jest ona bowiem grubsza niż jej poprzedniczki razem wzięte. Oczywiste więc było dla mnie to, że „Prawo miłości” pobije je na głowę i miałam rację!

niedziela, 24 czerwca 2018

[73] "Triskel. Gwardia" - Krystyna Chodorowska




Kilka dni temu swoją premierę miała książka Krystyny Chodorowskiej pod tytułem „Triskel. Gwardia”. Muszę przyznać, że głównie do jej przeczytania skusiła mnie okładka oraz wzmianka w opisie o rebeliantach walczących z okrutnym systemem. Uwielbiam taką tematykę, więc postanowiłam dać szansę powieści. Czy zostałam nią oczarowana, a może kompletnie mnie rozczarowała?

Sinead kilka lat wcześniej wyjechała z rodzinnego kraju i przeprowadziła się do Nowej Alby, gdzie otrzymała stypendium na studia. Jednak nauka to nie jedyny obowiązek dziewczyny. Sinead należy bowiem także do grupy osób obdarzonych paranormalnymi zdolnościami i wraz z nimi chroni miasto w sytuacjach, gdzie zwykła policja zawodzi. Dodatkowo prowadzi także fundację. Obowiązków i problemów ma więc bez liku, a z każdą chwilą one rosną, bo na Ziemi zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Pojawiają się ludzie z nieznaną dotąd technologią, a rząd ukrywa coś, co może mieć fatalne skutki dla wszystkim. Kim lub czym jest Lazur? Kto pomaga buntownikom i z jakiego świata pochodzi? Co wydarzy się w spokojnym Scyld City?

piątek, 15 czerwca 2018

[72] "The Call. Wezwanie" - Peadar O'Guilin




Miała być mała przerwa na blogu od fantastyki, ale dorwałam tak świetną książkę z tego gatunku, że po prostu nie mogę Wam o niej dzisiaj nie opowiedzieć! Mowa tutaj o „The Call”. Wezwanie” autorstwa Peadar O’Gulini. Czym zachwyciła mnie ta powieść? Przeczytajcie sami!


Liczba nastolatków w Irlandii ciągle maleje. Wszystko spowodowane jest przez Sidhe, którzy na mocy zawartego tysiąc lat temu traktatu zostali wyrzuceni z ziem tego kraju do magicznej krainy bez kolorów. Teraz w ramach zemsty wzywają do siebie po kolei każdego nastolatka i tam próbują go zabić. Z reguły im się to udaje, a ciała wracają okropnie zdeformowane, co świadczy o okrucieństwie Sidhe, którzy przed morderstwem zawsze bawią się w torturowanie. Nessa ma dużo mniejsze szanse na przeżycie wezwania niż inni. Wszystko przez to, że cierpi na porażenie nóg i nie może biegać. Jednak dziewczyna się nie poddaje i za wszelką cenę chce udowodnić, że ludzie wątpiący w nią się mylą.

niedziela, 10 czerwca 2018

[71] "Mała baletnica" - Wiktor Mrok




Ostatnio na moim blogu pojawiło się mnóstwo recenzji powieści fantasy, dlatego tym razem postanowiłam sięgnąć po zgoła inny gatunek. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o wstrząsającej historii opartej na faktach, którą zaprezentował nam Wiktor Mrok w swojej książce „Mała baletnica”.


Czterdziestokilkuletnia Rosjanka zostaje znaleziona martwa w swoim własnym łóżku. Z jej głowy ocalała tylko twarz, reszta została roztrzaskana przez dziewięciomilimetrowy nabój rtęciowy. Jednak najbardziej szokującym odkryciem nie jest wcale denatka, a odnaleziona w ukrytym pokoju czternastoletnia dziewczynka przykuta do stołu wykorzystywanego do zabaw seksualnych typu BDSM. To wydarzenie otwiera śledztwo, podczas którego na jaw wychodzi tzw. child porn industry i sprawy związane z nadużyciem w stosunku do dzieci.

wtorek, 5 czerwca 2018

[70] "Bad boy's girl 2" - Blair Holden




„Bad boy’s girl” podbił moje serce. Może nie był czymś mocno oryginalnym czy wyszukanym, ale stanowił świetną lekturę na kilka dni gorączki. Z wielką niecierpliwością czekałam więc na drugą część trylogii, jednocześnie obawiając się, że autorka popsuje mi wyobrażenie o tej serii, jak to często bywa przy kontynuacjach tego typu powieści. Czy moje obawy okazały się słuszne?


Tessa i Cole zmagają się z konsekwencjami wyznania chłopaka. Dziewczyna kocha go, ale nie wyobraża sobie ich dalszego związku. Jej podejście zmienia się dopiero, kiedy stary kumpel Cole’a zasiewa w ich sercu wątpliwość, co do prawdziwości słów Erici. Jednak rudowłosa panna to ich nie jedyny problem. Zbliżają się bowiem studia, a tym samym wyprowadzka z domu i rozpoczęcie dorosłego życia. Tessa ma nadzieję zacząć w college’u na nowo, znaleźć nowych znajomych, rozwinąć skrzydła. Jednak nie wszystko układa się tak, jakby sobie tego życzyła. A na dodatek jej stare kompleksy wcale nie przeszły do przeszłości i nadal prześladują dziewczynę. Czy uda jej się w końcu je pokonać? Czy Cole oprze się długonogim pokusom ciągle kręcącym się wokół niego?

Dowiedz się, kim jesteś, zanim staniesz się częścią kogoś innego.

Drugi tom jest zupełnie inny niż swój poprzednik. Pierwsza część pokazywała nam starcia między bohaterami i sposób, w jaki rodziło się między nimi uczucie. Więcej było w niej intryg i zwrotów akcji. Tutaj wszystko jest bardzo spokojne i opowiada o dalszych losach bohaterów, które niczym nie różnią się od przeżyć zwykłych, dorastających młodych osób. Szczerze mówiąc, nie wszystkim to się spodoba. Wielu może się znudzić taką historią. Jednak ja już od dawna szukałam książki, gdzie opowieść nie skończy się w chwili, kiedy bohaterowie się ze sobą zejdą i postanowią żyć długo i szczęśliwie. Szukałam czegoś, co będzie nam opowiadać o codziennych perypetiach tych postaci i pokazywało nam, jak dojrzewa uczucie między nimi. I właśnie to znalazłam w kontynuacji „Bad boy’s girl”.

sobota, 2 czerwca 2018

[68][69] "Kapitan Majtas i raptowny rewanż radioatywnych Robo-Bokserek"/ "Kapitan Majtas i okrutny odwet Turboklozetu 2000"




Dzisiaj mam dla Was recenzje kolejnych dwóch tomów „Kapitana Majtasa”. Tym razem wraz z tym dość nietypowym superbohaterem cofnęłam się kilkaset milionów lat wstecz do ery mezozoicznej, dowiedziałam, jak tak naprawdę powstał świat i na własne oczy ujrzałam konsekwencje cofania się w czasie. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jakie są moje wrażenia z tych niesamowitych przygód, zapraszam do przeczytania recenzji!

Dziesiąta Wielka Powieść, czyli „Kapitan Majtas i raptowny rewanż radioaktywnych Robo-Bokserek” opowiada dalsze losy Stefana Spodniosika, który postanowił nie dopuścić do tego, by świat uległ zagładzie. Cofa się więc w przeszłość, by ostrzec sam siebie przed przestraszeniem wybiegających ze szkoły łobuzów. Kiedy już jego plan zostaje zrealizowany, szalony naukowiec upewnia się, że tym razem losy świata pobiegną właściwym torem. Następnie rozpoczyna swoją straszliwą pogoń za Kapitanem Majtasem, Heroldem, Georegem i ich przyjaciółmi. Nasi bohaterowie, by uciec, muszą podróżować nie tylko po przestrzeni ale i czasie. I właśnie dzięki temu wraz z nimi trafiamy do ery mezozoicznej i plejstoceńskiej, poznajemy pierwszych ludzi oraz dowiadujemy się, jak powstał zwyczaj rysowania malunków skalnych!

W Dziesiątej Wielkiej Powieści Dav Pilkey nie tylko dostarcza dziecku i nam wspaniałej rozrywki. Przemyca też bowiem kilka ważnych faktów z dziejów świata. Nie jest to nic bardzo rozbudowanego, po prostu w fabułę wplata kilka ciekawostek, jak na przykład to, że ludzie pojawili się już kilka milionów lat temu i miało to miejsce w erze plejstoceńskiej. Porusza też kwestie zlodowacenia i okresu lodowcowego, przez co wyginęła na ziemi większość gatunków ówczesnej fauny i flory. Jak mówiłam, nie jest to jakiś ogrom wiedzy, szczególnie że autor wszystko przekręca na potrzeby fabuły. Na przykład opowiada o tym, jak epokę lodowcową wywołał Promień Lodu 4000 oraz Gąska Wielkości 4000. Mimo wszystko bardzo mi się to podobało z jednego powodu – w młodym czytelniku na pewno zasieje ziarnko ciekawości i prawdopodobieństwo tego, że dziecko zacznie zgłębiać temat jest bardzo duże. 

wtorek, 29 maja 2018

[66][67] "Kapitan Majtas i kretyńskie kombinacje kosmitów z karmazynowego kibelka"/ "Kapitan Majtas i straszliwy spisek Stefana Spodniosika" - Dav Pilkey




Muszę się Wam do czegoś przyznać. Może i jestem dorosła, ale po prostu kocham Kapitana Majtasa! Pierwsze tomy raczej wydawały mi się zbyt dziecinne dla starszych czytelników, ale z każdą kolejną częścią czuję, jak tonę w przygodach tego nietypowego superbohatera i zaczynam czerpać z ich poznawania niebywałą radość.

 Dziś przychodzę do Was z Ósmą i Dziewiątą Wielką Powieścią. Pełen tytuł pierwszej z nich brzmi: „Kapitan  Majtas i kretyńskie kombinezony kosmitów z karmazynowego kibelka”. Czyż nie jest cudowny? Po prostu uwielbiam nazwy tych książeczek! Ale do rzeczy. W tym tomie obserwujemy jak Herold i George przenoszą się za pomocą wehikułu czasu do równoległej rzeczywistości. Nie mogą nadziwić się temu, co ich tam otacza. Nauczyciele są mili i służą pomocą, jedzenie w stołówce jest jedzeniem, a nie jakąś niestrawną papką, a pan Krupp – dyrektor szkoły – to niesamowicie sympatyczny człowiek. Wyobrażacie to sobie? Jednak to nie koniec niespodzianek. Chłopcy dość szybko spotykają… samych siebie. Tyle tylko, że ich alternatywne sobowtóry są złośliwe i wredne. Zamiast bawić innych, jedynie przysparzają im zmartwień.  No i na domiar złego porywają Sulu i Krakersa – chomika i pterodaktyla chłopców. Teraz George i Herold muszą więc stawić czoła samym sobie i to zanim stanie się coś niedobrego.