czwartek, 20 lutego 2020

[178] ‘’Zabić drozda” – Harper Lee, adaptacja i ilustracje: Fred Fordham




Może to wstyd, ale nigdy nie miałam okazji czytać ,,Zabić drozda”, chociaż wielokrotnie miałam ochotę, bo to przecież klasyk i to zachwalany przez wiele osób. Mimo wszystko, coś mnie odpychało od tej powieści, bałam się, że jej nie podołam i będzie to taką moją porażką, której wolałam uniknąć. I tak mijają lata, a ja dalej stoję w tym samym miejscu, jednocześnie z chęcią i niechęcią do tego tytułu. Jednak, gdy zobaczyłam, że został wydany komiks ,,Zabić drozda”, to wiedziałam, że to jest właśnie kompromis, którego szukałam przez wiele lat! Ani chwili się nie zastanawiałam nad tym, czy rzeczywiście chcę podjąć się zrecenzowania tego działa, bo wiedziałam, że to moja jedyna szansa na jego poznanie.


Nie chcę się tu pochylać za bardzo na morałem płynącym z tej książki, bo zapewne większość go zna, nawet jeśli nie czytała tej książki. To klasyk i nie mam zamiaru oceniać treści, bo bez wątpienia samo przesłanie jest nadal idealne, chociaż powieść ta powstała wiele lat temu. Już teraz mogę napisać, że ,,Zabić drozda” warto poznać i wydaje mi się, że bez znaczenia jest to, czy przeczytamy oryginalną powieść, czy ten komiks. To wszystko zależy od nas, bo nie każdy jest gotowy na zmierzenie się z klasyką i ja jestem tego doskonałym przykładem.

Komiks też jest dobrą alternatywą dla młodszych osób, które przecież zdecydowanie bardziej wolą tego typu formy. Być może ,,Zabić drozda” w wersji oryginalnej kiedyś było chętnie czytanie przez młodzież, ale czasy niestety się zmieniają i na zmiany jest podatny także język, więc ciężko czyta się książki, które powstały wiele lat temu i trudno jest je zrozumieć. Dlatego cieszę się, że ktoś postanowił dać drugie życie historii opowiedzianej w ,,Zabić drozda”, bo ponownie nastały czasy dość trudne.

środa, 19 lutego 2020

[177] ‘’Dwanaście żywotów Samuela Hawleya” – Hannah Tinti




Relacja między dzieckiem a rodzicem zawsze jest wyjątkowa i to nie podlega dyskusji. Jednak rodzaj tej więzi zawsze zależy od tego, jak sami ją poprowadzimy, jak będziemy o nią dbać i co przyniesie nam życie. Los bywa często okrutny, więc na naszej drodze pojawiają się różne problemy, które sprawiają, że często nasze relacje z bliskimi osobami stają się mocno napięte, skomplikowane i często dochodzi nawet do zerwania kontaktu. Jednak wtedy do końca życia żyjemy ze świadomością, że kogoś opuściliśmy.


Samuel od wielu lat samodzielnie wychowuje Loo, ale nie jest jak inni ojcowie. Razem z córką od wielu lat uciekają przed zagrożeniem, które depta mu po piętach przez to, że w latach młodości prowadził działalność przestępczą. Gdy Loo jest w dość trudnym wieku, postanawia, że tym razem przeprowadzą się do miejsca, gdzie mieszkała jej matka. Samuel dość szybko znajduje pracę i wydaje się, że w końcu zaczyna im się układać. Dziewczyna jednak pragnie poznać prawdę o tragicznej śmierci swojej matki i robi wszystko, aby wyjaśnić tę tajemnicę. Czy uda się je ochronić przed kłopotami, które pojawią się w ich życiu?

Po przeczytaniu pewnej części tej książki, pomyślałam sobie, że relacja między Samuelem a Loo jest naprawdę dziwna. Owszem, widać miłość ojca do córki i córki do ojca, ale… Samuel nie jest jak inni ojcowie, przestrzega kompletnie innych zasad i właściwie to nie wtrąca się do życia córki, a przynajmniej nie robi tego jawnie. Działa sobie z ukrycia i tylko w ten sposób Loo dostrzega jego niezadowolenie jeśli zrobiła coś złego. Z drugiej strony ich styl życia wymaga ciągłego przemieszczania się i zachowywania czujności, więc ojciec musi uczyć Loo dość specyficznych rzeczy.

sobota, 15 lutego 2020

[176] ‘’Córka lasu” – Juliet Marillier




Raczej nie jestem wielką fanką fantastyki, chociaż w przeszłości bardzo dużo czytałam takich powieści. Znam oczywiście te najbardziej popularne, które są kierowane do młodzieży, ale z biegiem lat moje uwielbienie do tego gatunku zniknęło i bardzo długo omijałam go szerokim łukiem. Może wynika to z tego, że zbyt wiele czytałam albo kilka razy trafiłam na coś słabego. W końcu jednak postanowiłam dać szansę fantastyce i sięgnęłam po ,,Córkę lasu”, która zapowiadała się ciekawie i wydawało mi się, że może trafić w moje gusta. Jak było? Czy książka ta mnie zachwyciła?


Sorscha jest siódmą córką siódmego syna, a akcja powieści jest osadzona w Irlandii ogarniętej mitami i wiarą w moce natury. Dziewczynka w młodym wieku zostaje sama, ponieważ jej ojciec poślubił złą kobietę, która za cel postawiła sobie zniszczenie wszystkich dzieci Lorda Columna. Jednak okazuje się, że Sorscha może zrobić coś, aby uratować braci, którzy zostali objęci klątwą i postanawia poświęcić swoją młodość na walkę o wolność dla rodziny. Wkrótce jednak zostaje porwana przez wrogi lud i musi zamieszkać na nieznanych ziemiach. Nawet nie spodziewa się, że będzie mogła być tam szczęśliwa i poznać tylu cudownych ludzi. Jednak czy ochrona, którą zostanie otoczona wystarczy, aby mogła dzięki temu wykonać swoje zadanie do końca?

Książka ta na początku wcale mnie nie wciągała, ale być może miało to związek z tym, że nadal byłam trochę negatywnie nastawiona do fantastyki i zawsze ciężko mi się w nią wchodziło. Autorka jednak postarała się, aby początek tej powieści stanowił wyjaśnienie dla czytelnika, pokazał trochę mechanizmów działających w wykreowanym przez nią świecie. Z jednej strony trochę się nudziłam, bo poznawanie wszystkich bohaterów było mało ciekawe, ale z drugiej strony zostałam zaintrygowana i chciałam poznać całość.

[175] ‘’Ani złego słowa” – Uzodinma Iweala




Od czasu do czasu zdarza mi się sięgnąć po literaturę piękną, ponieważ uważam, że warto poczytać również coś ambitnego. Tego typu książki nie zawsze są łatwe i przyjemne, ale przynajmniej mam satysfakcję, że je przeczytałam i chętnie polecam je dalej. Tym razem dałam się uwieść okładce ,,Ani jednego słowa”, która jest absolutnie piękna i hipnotyzująca. Trudno było przejść obok tej książki obojętnie, więc szybko podjęłam decyzję o tym, że muszę ją przeczytać.


Rodzice Niru są nigeryjskimi imigrantami i wykształconymi ludźmi, którzy zapewniają dzieciom odpowiednie warunki do życia oraz dbają dobre wykształcenie. Niru w niedalekiej przyszłości idzie na Harvard, jest świetnym sportowcem, a także wierzy w Boga i chodzi do kościoła. Jego ojciec jest jednak bardzo surowy i nie pozwala synowi być sobą. Niru miał przed nim tajemnicę, która wychodzi na jaw i sprawia, że życie młodego mężczyzny staje się koszmarem. Wtedy jednak postanawia wyruszyć w podróż, dzięki której ma nadzieję poznać prawdziwego siebie.

Trochę zaskoczyło mnie to, że książka ta jest niby powieścią, ale kompletnie brak w niej dialogów. Autor wypowiedzi bohaterów zawarł w akapitach z opisami i to na początku naprawdę mnie męczyło i drażniło. Jednak do tego można się dość szybko przyzwyczaić, wystarczy odrobina chęci. To jednak sprawiło, że trochę byłam zniecierpliwiona i naprawdę musiałam walczyć ze sobą, aby nie odłożyć tej książki na zawsze…

piątek, 14 lutego 2020

[174] "Nikczemni" - V. E. Schwab




Czytaliście kiedyś książkę, w której żadnego z bohaterów nie można było nazwać dobrym? Czy do Waszych rąk trafiła kiedykolwiek powieść tak mroczna, że wydawało się Wam, że jeszcze chwila a sami zatracicie się w jej ciemności? Jeśli nie mieliście wcześniej okazji zapoznać się z tego rodzaju literaturą, polecam „Nikczemnych” autorstwa V. E. Schwab.

Victor i Eli byli najbliższymi przyjaciółmi. Ufali sobie do tego stopnia, że powierzyli sobie wzajemnie swoje życie. To wydarzenie jednak zamiast zjednać obu mężczyzn, rozdzieliło ich i zerwało wiążącą ich więź. Oboje pracowali bowiem nad badaniami mającymi wyjaśnić fenomen powstawania osób PonadPrzeciętnych. By stać się takim człowiekiem, trzeba było doznać największej traumy, jaka może przytrafić się ludziom. Trzeba umrzeć. Zafascynowani studenci postanowili wprowadzić swoje założenia w życie, jednak za cenę ponadprzeciętności przyszło im słono zapłacić. Teraz po dziesięciu latach każdy z nich ma swój własny cel. Eli oddał się prywatnej krucjacie, natomiast Victor całe swoje życie podporządkował jednemu marzeniu – zemście na byłym przyjacielu. Który z nich wyjdzie ze starcia żywy?

Akcja powieści rozgrywa się na różnych płaszczyznach czasowych i tyczy się przeróżnych osób. Pierwsza jej część dzieje się w przeszłości i dostarcza czytelnikom informacji na temat minionych losów bohaterów. Opowiada, kim byli wcześniej oraz w jaki sposób stali się zupełnie kimś innym. Nie robi tego jednak chronologicznie. Rozdziały przeplatają się ze sobą, w konsekwencji czego poznajemy dzieje postaci sprzed parunastu lat, kilku miesięcy czy nawet jednego dnia poprzedzającego ten właściwy. Druga część książki natomiast skupia się na konkretnym dniu, do którego wszystko zmierza. Z reguły podchodzę dość nieufnie do takiego poplątania fabuły z obawy przed niemożnością zrozumienia konkretnych wydarzeń. Tutaj jednak autorka świetnie sobie z tym poradziła i to co mogło stać się największą wadą książki, stało się niewątpliwie jej zaletą. Takie prowadzenie fabuły wzbudzało bowiem w czytelniku ogromną ciekawość, przez co po złożonej sobie obietnicy „tylko jeden rozdział i idę spać”, leży on w łóżku pogrążony w lekturze do piątej rano w ogóle nie odczuwając upływu czas.

Największym fenomenem książki są jednak jej bohaterowie. Ciężko wyodrębnić tu główną postać, bowiem każda jest ważna i stanowi nieodparty element historii. Najważniejszymi osobami wydają się jednak Victor i Eli, bowiem to pomiędzy nimi toczy się walka. Obaj mężczyźni są niesamowitymi postaciami. Przed swoją przemianą byli żądni wiedzy, ambitni, aroganccy i zdeterminowani by odnieść sukces. Po wszystkim nadal tacy są, jednak doświadczenie bliskiej śmierci wyrwało im cząstkę ich samych. Przestali się bać, stracili sumienie. To sprawiło, że odrodzili się jako ludzie potwornie niebezpieczni. Eli zrozumiał, że osoby PP stanowią coś nienaturalnego i uznał ich istnienie za obrazę Boga. Jednocześnie sam uznał swoją nową moc za jego dar i uważał się za boskiego wysłannika. Od tej chwili prowadził własną krucjatę mającą ocalić zwykłych ludzi przed tymi nadzwyczajnymi. Victor natomiast cały czas walczy z chęcią krzywdzenia innych, jednak nie waha się ich torturować, by zdobyć to, czego pragnie. Ciężko więc jednoznacznie stwierdzić, który z nich jest lepszy, bo oboje dawno temu stracili serce.

Prócz nich mamy także trzy inne bardzo ważne postacie. Pierwszą z nich jest Mitch – olbrzym, którego ludzie przez wygląd zawsze traktowali jak oprycha i tępego osiłka. W rzeczywistości jednak ten wielbiciel mleka czekoladowego był intelektualistą i osobą dość wrażliwą. Podobało mi się takie przełamanie stereotypów i pokazanie, jak ludzie często szufladkują innych kierując się właśnie nimi. Kolejną ciekawą postacią były dwie siostry – Serena i Sydney. Obie na skutek nieszczęśliwego wypadku stały się osobami PonadPrzeciętnymi. Pierwsza z nich wraz z zyskaniem nowych zdolności straciła podobnie jak inni cząstkę siebie. Stała się perfidna i oddaliła od ukochanej siostrzyczki, o którą zawsze się troszczyła. Sydney znała ją jako ciepłą i kochaną krewną, jednak my widzimy w niej jedynie zimną, wyprutą z emocji manipulantkę. Najciekawszą osobowością jest tutaj jednak jej młodsza siostra. Sydney jako jedyna PP wydaje się taka sama jak wcześniej. Zamiast serca nie ma bryłki lodu i to strasznie mnie fascynuje. Zastanawiam się, co jest tego powodem i mam nadzieję, że zostanie to wyjaśnione w następnych tomach.

Na chwilę chciałabym jeszcze wrócić do Eliego. W tej historii nikt nie jest tym „dobrym”, jednak on wydaje się być największym antagonistą i to bardzo osobliwym. Zazwyczaj złoczyńcy są po prostu źli. Często ich wewnętrzna ciemność jest wyjaśniona trudnym dzieciństwem czy jakąś traumą. Mimo wszystko w swoim życiu kierują się złymi pobudkami: pragnieniem władzy, potęgi czy chociażby zemsty. Eli taki nie jest. Jego motywy są wręcz dobre, a przynajmniej w jego mniemaniu. Osoby PP bardzo często przeżywają piekło. Po tym, jak cudem udaje im się pokonać śmierć, tracą to, co dotychczas kochali. Przez utratę cząstki siebie, odpychają innych, rujnują swoje rodziny czy zdrowie, bardzo często stając się nieszczęśliwi. Eli, w jego odczuciu, kierując się miłosierdziem usuwa takie osoby, bowiem uważa je po pierwsze za cienie ludzi, a po drugie za wynaturzone potwory. Subiektywnie patrząc na jego zachowanie potępiamy je, jednak gdy spróbujemy go zrozumieć, wcale nie wydaje się już taki zły. Nie robi niczego dla własnej korzyści, najchętniej chowa się w cieniu i oddaje swojej misji, którą wykonuje ponoć w imię Boga. Taka kreacja „złoczyńcy” szalenie mi się podobała i stanowiła coś oryginalnego i odświeżającego.

„Nikczemni” to niesamowita powieść zagłębiająca się w ludzką psychikę i poruszająca problem moralności. Stanowi coś oryginalnego w literaturze fantastycznej i nadaje jej nowego znaczenia. Nie spodziewałam się po tej książce czegoś tak dobrego, bowiem do tej pory autorkę znałam jako pisarkę lekkich młodzieżowych historii fantasy. Ogromnie mnie jednak tym razem zaskoczyła i mam nadzieję, że kolejne części tej serii okażą się równie dobre.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu We need YA.

Sara