poniedziałek, 2 grudnia 2019

[161] "Gałęziste" - Artur Urbanowicz




‘’Gałęziste” to powieść, która bardzo mnie zaskoczyła i o której długo nie mogłam zapomnieć. Pierwszy raz przeczytałam ją dwa lata temu, gdy ukazała się po raz pierwszy. Do dziś pamiętam, jakie emocje mną targały, gdy kończyłam czytać ostatnią stronę. Nic więc dziwnego, że od tej pory szukałam pretekstu, by sięgnąć po tę powieść raz jeszcze.

Książka opowiada o pewnej parze warszawiaków, która postanowiła spędzić przerwę wielkanocną na ziemiach Suwalszczyzny. Między młodymi ludźmi od dawna się nie układa, a spontaniczny wypad z dala od miasta ma pomóc naprawić ich związek. Różnią się praktycznie wszystkim: od charakteru po poglądy religijne. Jednak nie to w tej historii jest najważniejsze. Najistotniejsze jest bowiem to, co dzieje się po ich dotarciu na miejsce. Od samego początkowo napotykają niecodzienne problemy oraz stają się uczestnikami dziwnych i przerażających wydarzeń. W rezultacie w pewnym momencie nie mogą ufać już nikomu i niczemu, nawet swoim zmysłom.

Z reguły nie czytam książek po raz drugi. Na palach jednej ręki można policzyć te nieliczne, które pokochałam na tyle, by po nie sięgnąć raz jeszcze. ‘’Gałęziste’’ znalazło się na tej liście jako pierwsza pozycja polskiego autora, co jest jeszcze większym osiągnięciem. Muszę jednak przyznać, że w pełni sobie na to zasłużyło.
Pierwsze, co zwraca na siebie uwagę w książkach Artura Urbanowicza, to dbałość o szczegóły. Tutaj dosłownie wszystko ma znaczenie dla rozwoju akcji: wyrzucona puszka, cień na zdjęciu, szelest liści. Nie można tutaj niczego zignorować, bo najmniejsza i wydawać się by mogło najgłupsza rzecz może okazać się kluczową. Osobę nie miejącą do tej pory styczności z twórczością autora, taka drobiazgowość może lekko irytować, jednak kilkuletniego fana jedynie zachwyca i sprawia, że ten jeszcze bardziej zaczyna podziwiać autora. 

Kolejną  wyróżniającą się rzeczą w książkach autora jest tworzony przez niego klimat. Łączy on bowiem sielskość i spokój Suwalszczyzny z mrożącą krew w żyłach historią. To niesamowite zestawienie jest ogromnym plusem powieści, sprawiającym,  że nabiera ona oryginalności. Ponadto samo tworzenie grozy akcji i miejsca jest dość niespotykane. Autor stawia bowiem na subtelność. Co jakiś czas prowokuje sytuacje dość dziwne, ale potencjalnie wytłumaczalne. Stopniowo nagromadza je, aż w końcu zarówno czytelnik jak i bohaterowie są zmuszeni przestać je ignorować i zacząć sobie z nimi radzić. Ponadto nie ma tutaj niczego nadzwyczajnego i spektakularnego jak atak zombie. Wszystkie dziwne rzeczy opisane tutaj mają bardzo realny wydźwięk. Pisarz opisuje swoją historię w taki sposób, że bez trudu mógłby przekonać swoich czytelników, że nie jest to zmyślona opowieść. I właśnie ten fakt jest najbardziej przerażający ze wszystkich.

Jednak czym różni się pierwsze wydanie od drugiego? Przede wszystkim zauważyłam, że autor wziął sobie rady czytelników do serca i poprawił swoją powieść pod względem tego, co mu się zarzucało. Między innymi jego fani narzekali na zbyt wiele wulgaryzmów oraz zdań wtrąconych w nawiasie. Obecnie obu tych rzeczy jest dużo mniej, przez co powieść czyta się dużo przyjemniej. Ponadto sam    warsztat  pisarza uległ ogromnej poprawie. Powieść czyta się dużo płynniej i przyjemniej, co stanowi jej kolejny plus.

O wspaniałości „Gałęzistego” jeszcze dużo można by pisać, jednak większość z tych rzeczy znajdziecie już w poprzedniej recenzji tego tytułu zamieszczonej na moim blogu pod tym linkiem. Nie chciałabym się powtarzać w tych kwestiach, tak więc wszystkich zainteresowanych i nieprzekonanych bardzo gorąco zapraszam pod ten link.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi oraz Wydawnictwu Vesper.

sobota, 9 listopada 2019

[160] ‘’Macochy” – Danuta Awolusi




Kiedyś obiecałam sobie, że nie będę już sięgać po powieści obyczajowe, bo po prostu nie są one w moim guście i bardzo mnie męczą. Ostatnio zawiodłam się na kilku i jakoś przeszedł mi zapał na ,,dawanie szansy” wszystkim gatunkom. Jednak nie mogła obojętnie przejść obok ,,Macoch”, bo naprawdę zaintrygował mnie opis. Poczułam, że może w końcu przeczytam coś innego, nowatorskiego i wciągającego.

Anita i Nadia są siostrami, ale od wielu lat nie mają kontaktu, ponieważ nigdy nie potrafiły się porozumieć i między nimi wyrósł wielki mur. Są kompletnie różne i nie zgadzają się w wielu kwestiach, ale okazuje się, że łączy ich jedna sprawa – brak umiejętności do złapania dobrego kontaktu z dziećmi swoich partnerów życiowych. Po latach spotykają się na grupie wsparcia ,,Macochy Polska” i to okaże się przełomem w ich relacji. Jak uda im się porozumieć? Co sprawi, że zbliżą się do siebie?

Pierwsze co przyszło mi na myśl po przeczytaniu tej książki mocno wiąże się z jej treścią, ale nie jest napisane bezpośrednio. Autorka pokazuje nam, że każdy jest inny i nawet w bliskim otoczeniu możemy znaleźć osobę, która ma kompletnie inną wizję świata, inne ambicje, inny pomysł na siebie i nie zawsze trzeba to krytykować, a należy zaakceptować. Anita i Nadia nie potrafiły zrozumieć tej indywidualności i przez to na wiele lat straciły kontakt, a przecież spokojnie mogły utrzymywać poprawne relacje, jak przystało na siostry.

Warto wspomnieć o tym, że autorka tej książki jest absolwentką filologii polskiej i to widać. Książka jest napisana przepięknym językiem, ale lekkim, przyjemnym dla każdego odbiorcy, nawet takiego, który nie ma związku ze studiami na podobnym kierunku. Myślę, że dzięki temu całość  tak bardzo wciąga, bo po prostu przyjemnie się to czyta, nie trzeba analizować poszczególnych akapitów, ponieważ wszystko jest jasne.

środa, 23 października 2019

[159] ''Dwoje dochowa tajemnicy'' - Karen M. McManus




Nie miałam pojęcia czego oczekiwać od tej książki, ale przyciągnęła moją uwagę, więc uznałam, że warto dać jej szansę. Często lubię sięgać po powieści trochę lżejsze, dla młodzieży, bo już wielokrotnie przekonałam się, że również mogą mnie zachwycić. Zawsze szukam czegoś z pazurem, ale też oryginalnego, ponieważ męczą mnie typowe i powielane schematy. Czy ,,Dwoje dochowa tajemnicy" wpisało się w moje gusta? O tym trochę dalej. 


Ellery wraz z bratem bliźniakiem musi przeprowadzić się do małego miasteczka, ponieważ ich matka wylądowała w ośrodku odwykowym. Teraz to babcia się nimi zajmuje, a rodzeństwo ma okazję poznać ją lepiej, ale też miejsce, w którym dorastała ich matka, a o którym nigdy nie chciała rozmawiać. Echo Ridge jest miejscem, gdzie wiele lat temu zaginęła ciotka bliźniaków, a kilka lat później kolejna dziewczyna została zamordowana. Sprawcy nigdy nie odnaleziono. Niedługo po rozpoczęciu nauki w nowym liceum, Ellery oraz dwie inne dziewczyny stają się ofiarami gróźb, a wkrótce jedna z nich nie wraca do domu. Czy uda się dowiedzieć, kto stoi za tymi wszystkimi zbrodniami? Czy Ellery uniknie śmierci?



Jest to z pewnością książka dla młodzieży i nawet jej bohaterowie są jeszcze bardzo młodymi ludźmi. Dlatego cieszę się, że autorka zastosowała narrację w pierwszej osobie i oddał głos więcej niż jednemu bohaterowi. Dzięki temu możemy poznać kilka punktów widzenia, lepiej zrozumieć niektóre wydarzenia, emocje oraz uczucia głównych bohaterów. W tym wypadku ten rodzaj opowiedzenia fabuły sprawdził się idealnie i pozwolił mi naprawdę wczuć się w historię.

wtorek, 15 października 2019

[158] [PRZEDPREMIEROWO] "Szeptacz" - Alex North




Ostatnio dopadła mnie niemoc czytelnicza i wiele książek zaczęłam czytać, ale porzucałam je w połowie, nawet jeśli mi się podobały. Postanowiłam więc zmienić gatunek, gdyż wcześniej zdecydowanie dominowała fantastyka i sięgnąć po jakiś mocny, wciągający, mroczny thriller, który wbije mnie w fotel, a może nawet nieco przerazi. Mój wybór padł na „Szeptacza” Alexa Northa. Czy była to słuszna decyzja?

Tom Kennedy niedawno pochował swoją ukochaną żonę, której śmierć wywarła na nim ogromny wpływ. Na jego barki spadł też obowiązek samotnego wychowania syna, z którym niełatwo mu znaleźć wspólny język. Pisarz postanawia jednak zawalczyć o swoją rodzinę i podejmuje decyzję o przeprowadzeniu się z dzieckiem w nowe miejsce mające zapewnić im start w lepsze życie. Featherbank wydaje się wymarzonym miejscem, by porzucić przeszłość i zacząć wszystko od nowa. Ma jednak swoją mroczną historię, mającą swój początek dwadzieścia lat temu. To właśnie wtedy seryjny morderca zamordował w miasteczku pięciu kilkuletnich chłopców. Sprawcy nadano przydomek „Szeptacz”, gdyż miał w zwyczaju szeptać pod oknami swoich ofiar. Dwie dekady później ponownie dochodzi do porwania dziecka, a zbrodnia przypomina tę sprzed lat. Czy zbrodniarz powrócił? Kto będzie kolejną ofiara?

Z reguły staram się trzymać z daleka od książek, o których jest głośno. Wielkie „bum”, szczególnie takie przedpremierowe, na dane pozycje niezbyt mnie przekonuje do nich i raczej przynosi efekt przeciwny do zamierzonego. Jednak tym razem skusiłam się na tak dobrze wypromowaną pozycję, gdyż niesamowicie zaintrygował mnie jej opis oraz mroczna, hipnotyzująca okładka. Postanowiłam dać więc „Szeptaczowi” szansę, bo miałam przeczucie, że będzie prawdziwym hitem. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? Tak i nie. Powieść napisana została naprawdę rewelacyjnie. Posiada wszystkie wyznaczniki dobrego thrillera i niesamowicie wciąga czytelnika do swojego świata. Przyznam jednak szczerze, że moje wymagania były dużo większe co do tej powieść. Naczytałam się tyle pozytywnych recenzji „Szeptacza”, że oczekiwałam prawdziwego arcydzieła. Niestety pozycja ta w moim odczuciu jest rewelacyjna, ale nie na tyle by nazwać ją chociażby „genialną”, a właśnie czegoś takiego od niej chciałam.

Na dużą uwagę w książce zasługuje jej klimat. Jest niesamowicie tajemniczy i pełen grozy. Przez całą historię wyczuwalne jest napięcie, a czytelnik bardzo często czuje niepokój, a czasami nawet ciarki na plecach. Jak dla mnie jest to jeden z wyznaczników dobrego thrillera, który potrafi zainteresować czytelnika i sprawić, że ten będzie chłonął opowieść snutą przez autora jak gąbka. Ponadto sam pomysł na fabułę jest ogromnie ciekawy i w mojej ocenie pomysłowy i oryginalny. Jego wykonanie też jest mistrzowskie i zdecydowanie jest w stanie oczarować czytelnika. Dlaczego więc pomimo tak wielu atutów, nie można nazwać tej książki „genialną”?

Brakującą cegiełką jest tutaj kreacja bohaterów. To ona nieco szwankuje i obniża moją ocenę całości. Przede wszystkich w thrillerach cenię sobie dobrze rozwinięty aspekt psychologiczny, czyli między innymi oczekuję od autora, że zwróci w swojej powieści uwagę na psychikę powołanych przez siebie do życia postaci. Niestety tutaj tego zabrakło. Niby wiemy, że Tom bardzo cierpi po stracie swojej żony, ale nie do końca widzimy wpływ tej tragedii na jego zachowanie. Co prawda autor próbował co nieco z tego przemycić do kreacji tej postaci, ale raczej z marnym skutkiem. Nie tyczy się to tylko tej osoby, ale także innych. Brakuje mi w nich głębi, są nieco płytcy i pozbawieni wyrazu, przez co ciężko mi się z nimi w jakikolwiek sposób utożsamić. Zapewne komuś, kto nie zwraca uwagi na psychologię postaci, jej brak w tym przypadku absolutnie nie będzie doskwierał. Ja jednak bardzo sobie to cenię we wszystkich książkach, a już w szczególności w thrillerach.

„Szeptacz” to wspaniała opowieść napisana w bardzo ciekawy i wciągający sposób, która zadowoli wielu fanów mocnych i oryginalnych historii. Mnie także do siebie przekonała i cieszę się, że ją przeczytałam. Niestety nie zostałam nią oczarowana tak bardzo, jak się tego spodziewałam. Możliwe że miałam wobec niej zbyt wielkie wymagania, przez co przygotowałam się na coś niewiarygodnie dobrego. Niemniej serdecznie Wam ją polecam i czekam na Wasze opinie.

PREMIERA: 16.10.19r.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza.

 Sara Chrzanowska

sobota, 12 października 2019

[157] ‘’Przy stole z Hitlerem” – Rosella Postorino




Gdy widzę książki, które mają jakikolwiek związek z wojną, od razu muszę je mieć i nie potrafię się opamiętać. Często nawet nie czytam opisów i biorę je w ciemno, za co muszę płacić później frustracją i nerwami. Jednak nie jestem bardzo wybredna i lubię zarówno powieści inspirowane czasami wojny, jak i poważniejsze pozycje, które skupiają się na opowiadaniu faktów, czerpiąc ze sprawdzonych źródeł.


Rosa podczas wojny straciła prawie wszystkich – rodziców, ukochanego męża i wielu przyjaciół. Zostali jej tylko teściowie, u których mieszka i stara się zaakceptować sytuację.  Pewnego dnia do drzwi domu pukają esesmani, którzy oznajmiają, iż Rosa została testerką dań Hitlera. Codziennie wraz z dziewięcioma innymi kobietami wybiera się do siedziby Hitlera, aby spożywać przeróżne potrawy i sprawdzać, czy nie są zatrute. Między kobietami zaczynają pojawiać się przeróżne relacje – przyjacielskie, ale też wrogie. Czy wszystkim uda się przeżyć wojnę? Jak spiszą się w roli testerek?

Na końcu książki można przeczytać, że Rosa to kobieta, która istniała i była testerką Hitlera, ale nie mówiła o tym zbyt wiele. To chyba dlatego nie ma za dużo książek na ten temat i muszę przyznać, że nie miałam pojęcia o takiej profesji. Nie ukrywam, że raczej od zawsze wolę książki, które opowiadają o losach Polaków i jest ich również zdecydowanie więcej, ale tym razem postawiłam na coś innego. W końcu Niemcy również musieli walczyć i to często wbrew woli, o czym nie wolno zapominać.