sobota, 12 stycznia 2019

[89] [PRZEDPREMIEROWO] "Wiara, miłość, śmierć" - Peter Gallert /Jörg Reiter




„Wiara, miłość, śmierć” to książka, z którą skończyłam ubiegły a zaczęłam obecny rok. Do jej premiery zostało już niewiele czasu, więc chciałabym podzielić się dziś z Wami opinią o tej książce. Czy według mnie było to dobre czytelnicze rozpoczęcie 2019 roku? A może dzieło Gallerta i Rettera już znalazło się na liście najgorszych książek? Zapraszam do dalszej części recenzji, gdzie odpowiem na te pytania!

Martin Bauer to duchowny policyjny. Kiedy na jednym z mostów w Duisburgu staje policjant gotowy do stoku, on pojawia się na miejscu zdarzenia i zaczyna rozmowę z mężczyzną. Jednak widząc, że ta nie odnosi pożądanych skutków, przekracza barierkę i staje obok kolegi. Następnie skacze z mostu. Zaskoczony policjant rzuca się za nim, by go uratować. W rezultacie oboje docierają cali i zdrowi na brzeg, a niedoszły samobójca odchodzi ogarnięty furią. Następnego dnia dociera do nich szokująca informacja: ciało policjanta znaleziono na jednym z piętrowych parkingów, z którego ten postanowił skoczyć. Bauer jest zrozpaczony i zdezorientowany. Zaczyna własne śledztwo, w wyniku którego w niebezpieczeństwie znajdzie się nie tylko on, ale i jego rodzina.

Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, czego spodziewać się po tej powieści. Trochę obawiałam się po nią sięgnąć, ale na szczęście mimo wszystko to zrobiłam. Teraz, gdy już ją przeczytałam, wiem, że był to bardzo dobry wybór. Dawno nie spotkałam książki, którą czytałoby mi się aż tak dobrze. Powieść Rettera i Gallerta dosłownie sama się pochłaniała. Wszystko to zawdzięczamy przede wszystkim lekkiemu pióru autorów oraz ich niewybrednemu stylowi, który natychmiast przypadł mi do gustu. Powieść napisana jest płynnym, plastycznym językiem i nigdy nie miałam problemów z wyobrażeniem sobie tego, co działo się na kolejnych stronach książki. Ponadto sama historia jest interesująca, a jej bohaterowie tak świetnie wykreowani, że poznawanie ich losów było prawdziwą przyjemnością.

Akcja powieści zawiera wiele wydarzeń, jednak mimo wszystko utrzymana jest w spokojnym charakterze. Dopiero pod koniec książki nabiera ona tempa rodem z najlepszych powieści sensacyjnych. Pomimo to ani trochę nie nudziło mnie to, co się w niej działo. Może i wydarzenia rozgrywające się na kartach powieści nie należały do spektakularnych i zjawiskowych, ale były ciekawe. Ponadto fascynujące było obserwowanie tego, jak autorzy budują fabułę. Na początku bowiem mamy wiele wątków teoretycznie w ogóle do siebie nie pasujących. Z biegiem czasu jednak policyjny duchowny a wraz z nim i my poznaje kolejne okoliczności i zdarzenia, dzięki czemu wszystko odnajduje wspólny mianownik, a wątki łączą się ze sobą i splatają. Uwielbiam takie konstrukcje w książkach i już samym tym autorzy u mnie plusują.

Kolejną rzeczą zasługującą na pochwałę jest kreacja bohaterów, a szczególnie głównej postaci. Martin Bauer kiedyś miał własną małą parafię. Szybko jednak stało się dla niego jasne, że taka praca w ogóle mu nie odpowiada. Potwierdził to fakt, że wyrzucono go stamtąd i odebrano kościół. W zamian wysłano go do policji, gdzie miał pełnić rolę policyjnego duchownego. To zajęcie zdecydowanie bardziej odpowiadało byłemu proboszczowi znanemu z tego, że uwielbiał ryzykowne zachowania, nigdy nie bał się postawić na swoim i zawsze kierował się intuicją. Jego postać bardzo przypomina mi naszego polskiego Ojca Mateusza, tyle że w mniej grzecznej i spokojnej formie. Bauer ma większy temperament i brak instynktu samozachowawczego, za co po prostu nie sposób go nie pokochać.

W powieści poruszany jest też problem wiary. Duchowny przez cały czas trwania powieści toczy wewnętrzny bój. Od zawsze widział w swoim życiu boży palec. Gdy miał jakiś problem, czuł czasami coś niezwykłego, wiedział wtedy, że Bóg wskazuje mu drogę. Niestety nadszedł dzień, kiedy jego przeczucie okazało się tylko i wyłącznie intuicją w wyniku czego zmarł człowiek. To bardzo podłamało bohatera, który zaczął w siebie wątpić. Pocieszenie znalazł w Biblii oraz drugim człowieku. Dopuścił do siebie w końcu możliwość pomyłki i fakt, że one będą mu się przytrafiać, bo jest tylko człowiekiem. Obserwowanie tej wewnętrznej walki było bardzo interesujące. Przygotowałam się nawet na to, że pojawi się u niego kryzys wiary, ale ten nie wystąpił. Bauer nigdy nie zwątpił w Boga, cały czas szukał przyczyny w sobie, co mnie zaskoczyło, ale i bardzo mi się spodobało. Nie często spotyka się takich bohaterów literackich, a jeszcze rzadziej prawdziwych ludzi potrafiących dostrzec swoje błędy zamiast zrzucać wszystkie swoje porażki na siły nadprzyrodzone.

„Wiara, miłość, śmierć” to dopiero pierwszy tom przygód duchownego policyjnego. Dowiedziałam się o tym dopiero dzisiaj, pisząc recenzję. Bardzo się jednak tym faktem cieszę, bo z przyjemnością przeczytam coś więcej o mężczyźnie, który skoczył z mostu, by ratować życie innego człowieka. Serdecznie polecam Wam tę książkę i mam nadzieję, że i Wam przypadnie ona do gustu.

PREMIERA:14.01.2019


11 komentarzy:

  1. już sam opis skłania do lektury książki. Również miałam skojarzenie z Ojcem Mateuszem :P choć o duchownym policyjnym słyszę pierwszy raz :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :D Aż muszę sprawdzić czy coś takiego w ogóle istnieje xD

      Usuń
    2. Moja pierwsza myśl była taka sama xD

      Usuń
    3. Cieszę się, że nie tylko ja nie miałam pojęcia o takim zaqodzie :D

      Usuń
    4. Gdybym czytała tę ksiązkę z najprawdopodobniej miałabym przed oczami Ojca Mateusza xD

      Usuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej książki i na pewno po nią sięgnę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie przeczytałabym. Super recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Paradoksalnie w tym całym morzu książek trudno trafić na dobrze napisaną powieść, którą na dodatek świetnie się czyta. Miałaś zatem mega szczęście! Tytuł oczywiście zapisuję:)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń