Strony

piątek, 29 listopada 2019

[161] "Gałęziste" - Artur Urbanowicz




‘’Gałęziste” to powieść, która bardzo mnie zaskoczyła i o której długo nie mogłam zapomnieć. Pierwszy raz przeczytałam ją dwa lata temu, gdy ukazała się po raz pierwszy. Do dziś pamiętam, jakie emocje mną targały, gdy kończyłam czytać ostatnią stronę. Nic więc dziwnego, że od tej pory szukałam pretekstu, by sięgnąć po tę powieść raz jeszcze.

Książka opowiada o pewnej parze warszawiaków, która postanowiła spędzić przerwę wielkanocną na ziemiach Suwalszczyzny. Między młodymi ludźmi od dawna się nie układa, a spontaniczny wypad z dala od miasta ma pomóc naprawić ich związek. Różnią się praktycznie wszystkim: od charakteru po poglądy religijne. Jednak nie to w tej historii jest najważniejsze. Najistotniejsze jest bowiem to, co dzieje się po ich dotarciu na miejsce. Od samego początkowo napotykają niecodzienne problemy oraz stają się uczestnikami dziwnych i przerażających wydarzeń. W rezultacie w pewnym momencie nie mogą ufać już nikomu i niczemu, nawet swoim zmysłom.

Z reguły nie czytam książek po raz drugi. Na palach jednej ręki można policzyć te nieliczne, które pokochałam na tyle, by po nie sięgnąć raz jeszcze. ‘’Gałęziste’’ znalazło się na tej liście jako pierwsza pozycja polskiego autora, co jest jeszcze większym osiągnięciem. Muszę jednak przyznać, że w pełni sobie na to zasłużyło.
Pierwsze, co zwraca na siebie uwagę w książkach Artura Urbanowicza, to dbałość o szczegóły. Tutaj dosłownie wszystko ma znaczenie dla rozwoju akcji: wyrzucona puszka, cień na zdjęciu, szelest liści. Nie można tutaj niczego zignorować, bo najmniejsza i wydawać się by mogło najgłupsza rzecz może okazać się kluczową. Osobę nie miejącą do tej pory styczności z twórczością autora, taka drobiazgowość może lekko irytować, jednak kilkuletniego fana jedynie zachwyca i sprawia, że ten jeszcze bardziej zaczyna podziwiać autora. 

Kolejną  wyróżniającą się rzeczą w książkach autora jest tworzony przez niego klimat. Łączy on bowiem sielskość i spokój Suwalszczyzny z mrożącą krew w żyłach historią. To niesamowite zestawienie jest ogromnym plusem powieści, sprawiającym,  że nabiera ona oryginalności. Ponadto samo tworzenie grozy akcji i miejsca jest dość niespotykane. Autor stawia bowiem na subtelność. Co jakiś czas prowokuje sytuacje dość dziwne, ale potencjalnie wytłumaczalne. Stopniowo nagromadza je, aż w końcu zarówno czytelnik jak i bohaterowie są zmuszeni przestać je ignorować i zacząć sobie z nimi radzić. Ponadto nie ma tutaj niczego nadzwyczajnego i spektakularnego jak atak zombie. Wszystkie dziwne rzeczy opisane tutaj mają bardzo realny wydźwięk. Pisarz opisuje swoją historię w taki sposób, że bez trudu mógłby przekonać swoich czytelników, że nie jest to zmyślona opowieść. I właśnie ten fakt jest najbardziej przerażający ze wszystkich.

Jednak czym różni się pierwsze wydanie od drugiego? Przede wszystkim zauważyłam, że autor wziął sobie rady czytelników do serca i poprawił swoją powieść pod względem tego, co mu się zarzucało. Między innymi jego fani narzekali na zbyt wiele wulgaryzmów oraz zdań wtrąconych w nawiasie. Obecnie obu tych rzeczy jest dużo mniej, przez co powieść czyta się dużo przyjemniej. Ponadto sam    warsztat  pisarza uległ ogromnej poprawie. Powieść czyta się dużo płynniej i przyjemniej, co stanowi jej kolejny plus.

O wspaniałości „Gałęzistego” jeszcze dużo można by pisać, jednak większość z tych rzeczy znajdziecie już w poprzedniej recenzji tego tytułu zamieszczonej na moim blogu pod tym linkiem. Nie chciałabym się powtarzać w tych kwestiach, tak więc wszystkich zainteresowanych i nieprzekonanych bardzo gorąco zapraszam pod ten link.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi oraz Wydawnictwu Vesper.

sobota, 9 listopada 2019

[160] ‘’Macochy” – Danuta Awolusi




Kiedyś obiecałam sobie, że nie będę już sięgać po powieści obyczajowe, bo po prostu nie są one w moim guście i bardzo mnie męczą. Ostatnio zawiodłam się na kilku i jakoś przeszedł mi zapał na ,,dawanie szansy” wszystkim gatunkom. Jednak nie mogłam obojętnie przejść obok ,,Macoch”, bo naprawdę zaintrygował mnie opis. Poczułam, że może w końcu przeczytam coś innego, nowatorskiego i wciągającego.

Anita i Nadia są siostrami, ale od wielu lat nie mają kontaktu, ponieważ nigdy nie potrafiły się porozumieć i między nimi wyrósł wielki mur. Są kompletnie różne i nie zgadzają się w wielu kwestiach, ale okazuje się, że łączy ich jedna sprawa – brak umiejętności złapania dobrego kontaktu z dziećmi swoich partnerów życiowych. Po latach spotykają się na grupie wsparcia ,,Macochy Polska” i to okaże się przełomem w ich relacji. Jak uda im się porozumieć? Co sprawi, że zbliżą się do siebie?

Pierwsze co przyszło mi na myśl po przeczytaniu tej książki mocno wiąże się z jej treścią, ale nie jest napisane bezpośrednio. Autorka pokazuje nam, że każdy jest inny i nawet w bliskim otoczeniu możemy znaleźć osobę, która ma kompletnie inną wizję świata, inne ambicje, inny pomysł na siebie i nie zawsze trzeba to krytykować, a należy zaakceptować. Anita i Nadia nie potrafiły zrozumieć tej indywidualności i przez to na wiele lat straciły kontakt, a przecież spokojnie mogły utrzymywać poprawne relacje, jak przystało na siostry.

Warto wspomnieć o tym, że autorka tej książki jest absolwentką filologii polskiej i to widać. Książka jest napisana przepięknym językiem, ale lekkim, przyjemnym dla każdego odbiorcy, nawet takiego, który nie ma związku ze studiami na podobnym kierunku. Myślę, że dzięki temu całość  tak bardzo wciąga, bo po prostu przyjemnie się to czyta, nie trzeba analizować poszczególnych akapitów, ponieważ wszystko jest jasne.