Strony

wtorek, 6 marca 2018

[48] "Signum Sanguinem. Mrok - Revamped" - Evanna Shamrock




 „Signum Sanguinem. Mrok – Revamped” to wznowiony i udoskonalony pierwszy tom serii autorstwa Evanny Shamrock. Wcześniej miałam przyjemność zrecenzować „Genezę”, czyli trzecią część cyklu, której recenzję możecie przeczytać tutaj. Jakie są moje odczucia po przeczytaniu książki? Dowiecie się tego z poniższej recenzji.


Jojo nie jest zwyczajnym nastolatkiem. Jest inny niż otaczający go ludzie, co wcale go nie cieszy. Za wszelką cenę stara się pozostać niezauważony i wieść na tyle normalne życie, na ile jest to możliwe. Jednak dar telestezji wcale nie ułatwia mu tego zadania. Bolesne i nagle pojawiające się wizje sprawiają, że widzi rzeczy niewidoczne dla innych ludzi, a jego niebywałej szybkości i zwinności mógłby mu pozazdrościć niejeden drapieżnik. Na domiar złego chłopak musi uporać się z demonami, które ścigają go od najmłodszych lat. Na jego drodze stają jednak Naznaczeni, którzy twierdzą, że mogą odnaleźć Zagubionych. Kim są i jaką role odegrają w życiu Jojo? Dlaczego mieszkańcy Auditium znikają bez śladu i czy w ogóle jeszcze żyją? Czy chłopakowi uda się pokonać duchy przeszłości?

„Dobro nie rodzi się w zamknięciu.”

„Mrok – Revamped” to bardzo specyficzna książka i na pewno nie każdy się w niej odnajdzie. Po pierwsze jest nieco chaotyczna. Z posłowia dowiedziałam się, że to zabieg celowy, dzięki któremu autorka pragnęła pokazać czytelnikowi jak bardzo zagmatwane jest życie Jojo. Trzeba przyznać, że jej się to udało – czasami nietrudno utożsamić się z nastolatkiem i poczuć, jak bardzo jest zagubiony. Ponadto książka pełna jest symboli i tajemnic, przez co nie wszystko zostało w niej powiedziane wprost i wytłumaczone. Zostawia to duże pole do popisu dla kolejnych tomów, które według zapewnień autorki rozwieją wszystkie wątpliwości. Z jednej strony ogromnie mi się to podobało. Atmosfera tajemniczości i niedopowiedzeń wzbudzała ciekawość i kazała czytać dalej w poszukiwaniu rozwiązań. Z drugiej jednak mniej cierpliwy czytelnik, mógłby czuć frustracje i w pewnym momencie odłożyć lekturę. Dla takich osób jest jednak rozwiązanie, a mianowicie mogą one rozpocząć swoją przygodę z „Signum Sanguinem” od „Genezy”, która stanowi prequel cyklu. Zawiera ona historię Jojo i jego rodziców i wyjaśnia mnóstwo rzeczy owianych tajemnicą w „Mroku”. Szczerze mówiąc, gdybym trzymała się kolejności tomów, prawdopodobnie nie wytrzymałabym ogromu niejasności, a tak bardzo miło spędziłam czas z kolejną książką Evanny Shamrock. Jednak osobą wykazującym się cierpliwością i uwielbiającym powoli wychodzące na światło dzienne tajemnice, polecam na początek „Mrok”.

„Gdy człowiek jest pozbawiony tego, co było dla niego ważne, staje się bestią. A bestie pożerają się nawzajem.”

Dużym plusem książki są świetnie wykreowani bohaterowie, a szczególnie główny, czyli Jojo. Chłopak jest inny niż reszta ludzi nie tylko przez swój niecodzienny dar. Jego „inność” ma kilka różnych przyczyn. Przede wszystkim dużym piętnem odcisnęła się na nim jego przeszłość, o której w pierwszym tomie niewiele się dowiadujemy. Autorka szczędzi nam na ten temat informacji, jednak z łatwością możemy wywnioskować, że chłopak nie ma łatwo. Mieszka w opuszczonym domu, jego matka nie żyje, a ojciec tkwi w więzieniu. Sam ma za sobą długą i zdecydowanie niełatwą drogę. Przez to wszystko Jojo stał się aspołeczny i bardzo skryty. Stroni od ludzi i ich dotyku, a za jedynych towarzyszy ma swojego kota – Natana oraz uporczywy głos w głowie. Chłopak trochę przypominał mi dzikie zwierze – nieufne i potrafiące szybko rzucić się do ucieczki. Jest bardzo samotny i zagubiony, a ponadto ma nieco zachwiane poczucie wartości i czasami sam sobie próbuje udowodnić, że wcale nie jest zły. To wszystko wzbudzało we mnie empatię wobec jego postaci, co nieco mnie zdziwiło, bo nieczęsto obdarzam bohaterów literackich jakimikolwiek uczuciami prócz sympatii czy niechęci.

Również inni bohaterowie prezentują się bardzo dobrze, chociaż nie są już tak dokładnie wykreowani jak Jojo. O niektórych wręcz dowiadujemy się niezbędnego minimum. Mimo wszystko każdy z nich zachowuje własny charakter i czymś wyróżnia się na tle pozostałych. I to nie tylko za sprawą swojego daru, ale także dzięki wyglądowi czy zachowaniu. Najwięcej informacji dostajemy o Eliaszu i Kamilu. Poznajemy historię pierwszego z chłopaków – wybrańca nie do końca dogadującego się z rodzicami, którego bratnią duszą staje się chora babcia – oraz osobowość drugiego. Kamil nieco przypomina Jojo – jest skryty i ostrożny. Prócz tego sprawia wrażenie zimnego i wręcz pustego w środku. W ogóle się nie uśmiecha, a jego postawa wyraźnie sugeruje, że dostał od życia porządnego kopa. Ogromnie ciekawi mnie, czym też doświadczył go los, że stał się kimś takim.

„Uczucia przejmowały kontrolę nad rozumem w najbardziej nieoczekiwanych momentach; były jednocześnie trudne zarówno do odrzucenia, jak i do zaakceptowania. Pogrzebane żywcem… nigdy nie umierają. Musiał je kontrolować.”

W książce ciągle coś się dzieje. Nie zawsze pojmujemy od razu wagę wydarzeń, ale co jakiś czas jesteśmy w stanie powiązać ze sobą poszczególne sytuacje i zrozumieć pewne rzeczy. Powieść trzyma nas jednak w napięciu i oczekiwaniu praktycznie przez cały czas. Mamy tu także tajemnicze zaginięcia ludzi, zdarzające się coraz częściej. Do tego dochodzi odrobina magii oraz zwykła, ludzka codzienność. To wszystko sprawia, że „Mrok” można nazwać wielogatunkową powieścią. Łączy bowiem w sobie elementy thrillera, kryminału, przygodówki, fantasy oraz obyczajówki czy też młodzieżówki. Jedne są widoczne bardziej, inne mniej, ale są i tworzą cudowną całość. Taka konstrukcja fabuły niesamowicie mi się spodobała.

Czy polecam „Mrok – Revamped”? Oczywiście że tak! To naprawdę niesamowita powieść, w której nie brak mądrości, profil psychologiczny postaci jest niesamowicie rozwinięty, akcja mknie do przodu przez cały czas, a tajemnica goni tajemnicę. Jednak osobą mniej cierpliwym i nielubiącym zbyt wielu niejasności polecam rozpocząć przygodę z twórczością Evanny Shamrock od prequel serii – „Genezy”. Będziecie wówczas czerpać z lektury „Mroku” o wiele więcej przyjemności.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

17 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie, dobrze, że jest to pierwszy tom a nie któryś z kolei, bo pewnie nie chciałoby mi się wracać i odszukiwać poprzedniczek. Zapowiada się ciekawie, lubię trudne, zagmatwane książki.

    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/03/seryjne-zabojczynie-tori-telefer.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I PS. dodaję do obserwowanych.

      Usuń
    2. O też nie lubię trafiać na recenzje trzeciego czy któregoś tomu, bo albo sobie coś zaspoileruję, albo muszę szukać przednich częsci.

      Usuń
  2. Bardzo lubię dobrze wykreowanych bohaterów, to duży plus książki. :) Ta pozycja mnie intryguje i dopisuję ją do swojej listy. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie to nie wiem, czy jestem cierpliwym czytelnikiem. Z jednej strony czasami mam aż ochotę rzucić książką i do niej nie wracać, bo coś tak bardzo mnie zirtuje, ale z drugiej zawsze czytam wszystkie książki do końca choćby były nie wiadomo jak glupie czy męczące. Mimo to myślę, że zaczęłabym jednak od "Genezy", by ogólnie wyczuć, czy styl autorki mi odpowiada, a wykreowana przez nią historia jest dla mnie ciekawa i porywająca. Tak chyba będzie najlepiej.

    Czemu jeszcze mnie tu nie ma? Zostaję na dłużej!
    Pozdrawiam ♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że lepiej zacząć od "Genezy". Historia staje się wtedy bardziej logiczna :D

      Usuń
  4. Pierwszy raz widzę tę książkę. Po recenzji na pewno ją kupię i chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja zacznę od tej drugiej, jestem niecierpliwa więc wiesz :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm, brzmi naprawdę ciekawie. Lubię książki, w których akcja nie ustaje!

    OdpowiedzUsuń